Art-Mono-Faktura

BRIAN MACHADO

STAIN

Let there be an ink stain. Thereafter it settles on cloth. For too long, of course. At first glance it seems like something has leaked just to squint incredulously and to reveal much, much more sophisticated signifié eventually. What was The Beginning suddenly becomes hardly eye-catching but finally spotted being. Something just like Annushka that is not spilling that goddamn oil, but strewing groats instead. Something just like Margaret that is not riding the flying pig, but is flying on the mundane plane. Something just like the Cat being simply cat. Like a stain that belongs to cloth, not to dirt. And the cloth belongs to entropy itself. And that entropy does not describe the order that would explain no more, no less, but the sequence of the past becoming the future. Therefore THE STAIN, The Forefather of the subsequent, gives birth to something recognizable, tamed. Gives birth to authentic (though reproducible) figuration. So THE STAIN it is…

The Founding Manifesto „Tuszę, że nie muszę“

Oto powstaje plama tuszem, potem leży, oczywiście za długo, na pierwszy rzut oka wydaje się jakby coś tylko wyciekło, a potem tylko zezowało z niedowierzaniem, ujawniając przy okazji znacznie bardziej rozbudowene signifié. Co było początkiem, nagle staje się czymś wyzerkanym, dostrzeżonym, coś jakby Anuszka nie wylała tego cholernego oleju, tylko jakąś pospolitą kaszę, jakby Małgorzata nie latała na świni tylko samolotem, jakby kot był po prostu kotem, a plama nie należała do brudu tylko do szmaty, a szmata wyłącznie do entropii, entropia zaś nie określała porządku, z którego wynika ni mniej ni więcej, że z poprzedniego może objawić się wszystko przyszłe. Oto z PLAMY, skąd inąd prekursorki rodzi się coś rozpoznanego, oswojonego, rodzi się autentyczna (choć naśladowcza) figuracja…

Manifest założycielski „Tuszę, że nie muszę”